-

-
Puste umysły robią najwięcej hałasu

środa, 9 listopada 2016

- 29 -

Nigdy nie sądziłam, że moje życie zweryfikuje się do prostej czynności - oddychaj. Już nawet nie śpij czy jedz, ale oddychaj.
Kawa, woda, kawa, woda. Da się. Można.

Siedzę i wpatruję się w okno. Ogołocone gałęzie poruszają się i wiem, że wieje, chociaż nie słyszę szumu, bo nie ma liści. Bo okno jest zamknięte. Bo nie wychodzę z domu. Bo się izoluję. Ale wiem.

Analogicznie do mojego życia. Wiem, co powinnam zrobić. Wiem, jak powinno się to wszystko dalej potoczyć, ale nie umiem ruszyć. Mam wrażenie, jakby moje stopy utknęły w grząskim gruncie. Każda próba kroku naprzód kończy się zapadnięciem kilka centymetrów w dół. Więc wolę się nie ruszać.

Chciałabym sięgnąć po ostateczne wyjście, ale ta beznadzieja nie pozwala mi nawet na ten ruch. Dławię się. Serce mi łomocze, w gardle rośnie gula. Łzy w oczach to moja nowa codzienność. I wiem, że jestem żałosna. Że powinnam ruszyć dalej. Ale jak? Nie umiem!

Coś we mnie krzyczy! Wrzeszczy wręcz i bije! Boksuje mnie od środka! Okłada płuca, wyciskając ostatni oddech. Zaciska coś na sercu, które bije szybko, żeby się nie poddać niewidocznemu zagrożeniu. Kiedy chcę podnieść ręce, trzymać gardę, wyprowadzić cios, kości mi sztywnieją. Mięśnie kurczą się, a krew tężeje.

Nie mam poczucia sprawstwa nad swoim życiem. Obserwuję je z boku, ale kiedy chcę je wyreżyserować, wszystko się sypie. Bez scenariusza to nic nie warta farsa. Pokraczna tragikomedia. Ciążące nad bohaterem fatum, samospełniająca się przepowiednia.

Przepraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz