-

-
Puste umysły robią najwięcej hałasu

piątek, 14 października 2016

- 12 -

Nie łżyj. 
Zabiję cię tym telefonem za chwilę.
Nie pierdol do mnie!
Mam prawo robić i mówić co chcę, ale ty nie.

Niezły akompaniament do pisania, nie? Nastraja, nie ma co.
Czuję się w powinności wyjaśnić dzisiejsze zajście Pannie W Miętowym Swetrze. Otóż, od dwóch dni mówię w domu, że masz wpaść z nowym kolegą. Mówię o tym otwarcie, bez skrępowania. Jednak nie wysyłam podania i nie czekam dwóch tygodni, aż dostanę pozwolenie lub oddalenie wniosku. We własnym domu jestem traktowana jak  gość. To nie mój dom, nie ja na niego zarabiam, nie moja przestrzeń. Ale mam w nim sprzątać, gotować, prać, schodzić z drogi i święcić ziemię, po której on stąpa.

Stukanie. Walenie ręką po stole. Trzaskanie drzwiami. Ironiczne oklaski. Wrzaski i ciągłe pretensje, że mojej mamy nie ma cały dzień w domu. On siedzi na dupie i gapi się w komputer, ale moja mama ma wstawać o 4, żeby ugotować i wraca o 20, żeby dalej sprzątać i ogładzać świat temu chujowi. 

Nienawidzę go. Kurwa, jak ja go nienawidzę! Dzisiaj nawrzeszczał na nią, że kaszlała przez telefon. No, wybacz ćwoku, ale ma zaostrzoną astmę. Znów pretensje, że wróciła wczoraj późno do domu.

Nie drzyj ryja, bo sobie tego nie życzę. 

Właśnie to do niej powiedział. On sobie NIE ŻYCZY, aby ktokolwiek mu się przeciwstawiał. Jest tak zakompleksionym człowiekiem, który boi się życia, że aż chciałabym poczuć żal. Ale nie czuję. Serce mi wali, a w pewnych chwilach mam pusty umysł i chęć zagrożenia mu nożem.

Wracając do wyjaśnień. I dzisiaj ojciec wpiera mnie i mamie, że nic nie mówiłam. Że on nic nie słyszał i żebyśmy przestały pierdolić i go okłamywać. On sobie nie życzy, żebym miała gości w piątek, bo piątek (uwaga) nie jest dniem na odwiedziny. No i wyszło przy okazji, że ma wymieniać grzejniki w domu. Zarzuciłam mu, że mógł mi powiedzieć, a on do mnie z ryjem, że ma prawo nic nam nie mówić, bo jest starszy i na lepszym 'stanowisku'.

Trzask ręki w stół. Krzyk, że mama ma się zamknąć. Sprowadza ją do poziomu nic nieznaczącego człowieka.

No i przecież nie mam do niego szacunku, ale on jest tak wspaniałomyślny, że to znosi. Że on daje mi kolejne szanse na poprawienie swojego zachowania, bo jestem niewłaściwie wychowana. Zapytacie: no, okej, ale jak to o nim samym świadczy? Przecież to mój ojciec, więc musiał wychowywać.
Otóż nie. Według niego on był zahukany i bał się wychowywać, więc wolał ranić słowami, niż mądrze porozmawiać. Nie winię go za takie rozwiązanie, bo wiem, że jest ono powszechne. Winię go za to, jak pomiata mamą. Znęca się nad nią psychicznie. Szykanuje ją. Wytyka jej głupotę przy znajomych.

Czy kiedykolwiek usłyszeliście, jak Wasi rodzice mówią do siebie: nie łżyj? Nie pierdol? Zamknij ryj! Zabiję cię!

Wypierdolić ci tym telefonem?!? Głucha jesteś?! Odpowiadaj! Nie masz odpowiedzi? 

To są jednostronne wypowiedzi mojego ojca, bo moja mama nie stanowi dla niego strony w konwersacji. On wywala monolog i terroryzuje słowem. Pamięta tylko te krzywdy, które wydarzyły się jemu. I nie baczy, że większość ludzi zrobiła to w odezwie na jego godzące zachowania. I gdyby nie pamiętał swoich win, to okej. Niestety, ale on NIE WIDZI W SOBIE WINNEGO. On jest ofiarą, nie oprawcą. Szkoda, że lustro nie umie mu opowiedzieć prawdy. Jakim skończonym bałwanem jest. Jakim złym człowiekiem.

Do dzisiaj dnia szukałam w nim dobrych cech. Dziewięć lat, bo tyle trwa ta tyrania, wmawiałam sobie, że jest dobrym człowiekiem, którego ktoś kiedyś skrzywdził. Na moje pytanie o jego wychowanie z domu, odpowiadał: odpierdol się od nie swoich spraw!
Ale pomyliłam się. To był mój największy błąd w życiu. Najgrubsze i najsoczystsze kłamstwo, w które uwierzyłam, i które udało mi się sobie wmówić.

Ja nigdy nie powiedziałabym do jakiegokolwiek, a co dopiero do swojego dziecka: odpierdol się. Co więcej, nigdy nie żartowałabym do swojego dziecka, że być może w ogóle nie jest córką/synem swojego ojca. Jego nic nie powstrzymało. Szczerze, to czekam, aż mi odwinie w twarz. Nie wiem, raczej wątpię, że się powstrzymam przed oddaniem mu, ale z dziką chęcią zgłoszę się na Niebieską Linię.

Moja mama mówi, że on jest chory. Ona jest zupełnie innym człowiekiem, kiedy nie ma go w pobliżu. Szczerze, to ją podziwiam za te lata, które wytrzymała w jego... Towarzystwem tego nie nazwę, bo to za wielkie i zbyt dobre słowo. W jego obecności. Tak, to jest dobre.
Wiem, że jest silna. Wiem, że umie dać sobie w życiu radę. Znam ludzi, którzy oferują jej bezzwrotną pomoc, pod warunkiem, że od niego odejdzie. Jest dobrym człowiekiem. Cudowną, choć roztrzepaną, mamą.
Ale wiem też, że jest od niego uzależniona. Usprawiedliwia go sobie tak, jak ja to robiłam do tej pory. I nie umie odejść, bo zniszczył w niej wiarę w samą siebie. Wmówił jej, że jest słaba i nieporadna, bo boi się, że zostanie sam. Bo musi mieć swój worek bokserski. I wiem też, że nade mną nie zapanuje. Martwię się jednak, że w końcu wybuchnę i go zatłukę. Gołymi pięściami. Aż zedrę do krwi knykcie.

Ci, którzy znają mnie osobiście, wiedzą, że mam brata. Króliczek (wtajemniczeni wiedzą...) Wciąż ma wiarę w ojca. Dlatego, że to jego tata. Tu nie zaprzeczy ojcostwa. Króliczek chce mieć w nim autorytet, ale jeśli weźmie ten obecny, to kiedyś stracę brata. Na razie tłumię w sobie gniew w stosunku do Króliczka, bo wiem, że potrafi trzeźwo spojrzeć na świat. Wiem, że w jego głowie istnieje ten prawdziwy obraz ojca, ale on go tłumi. Chce mieć normalną, pełną rodzinę, ale na to jest niestety za późno. Chociaż nie. Jest za późno na PEŁNĄ rodzinę, ale NORMALNA dalej pozostaje w zasięgu ręki.
Bo NORMALNA, to taka, w której się sobie ufa. W której akceptujesz wszystkich takich, jakimi są. To ta, która pobudza chęć niesienia bezinteresownej pomocy. Ta, która sprawia, że chcesz dzielić się sobą z innymi. Ta, która pobudza Cię do czynienia małych gestów, umilających dzień pozostałym. Ta, w której ludzie się kochają i szanują. Ta...

Nie mogę. Nie umiem więcej napisać. Te wszystkie cechy to dla mnie utopia. Nieistniejący idealny model. Coś, co dla mnie nigdy ze sobą nie zagra w jednej symfonii. To jest nieosiągalne.
Bo obecnie jestem stracona. Zniszczono mnie. Zduszono chęć do życia. Spalono resztki emocji. Zdeptano moją wątłą pewność siebie. Kiedyś jeszcze umiałam budować na popiołach, teraz nie ma już nawet popiołów. Nie chce mi się mówić. Nie chce mi się patrzeć. Nie chce mi się spać, ani tym bardziej siedzieć. Mój czas zapamiętywania skrócił się znacznie. Gubię myśli, tracę orientację. Mój organizm reaguje jak w płaczu, ale nie chce mi się pozwolić łzom płynąć. Nie chce mi się żyć ani kochać. Więc co mi pozostaje?

To nic, że w środku wszystko
poszarpane, i skręca się, i wyje, ale na zewnątrz
żadnych łez, żadnych emocji, zabawa, zabawa...

Mika Dunin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz