Obie te Panie idealnie uzupełniły mój dzień, w którym dowiedziałam się, że moja noga pozostanie w gipsie przez jakieś 3 tygodnie. Cóż, zastrzyki też nie zostały odesłanie w niepamięć, a nawet lekarz zapisał mi jedno opakowanie więcej. Jaki on uczynny.
Post będzie krótki, bo jakby to powiedzieć - przegapiłam porę pisania.
Nie lubię ludzi, którzy nie odzywają się do mnie normalnie, ale kiedy przychodzi pora (jak na przykład moja nieobecność na uczelni), to nagle wszyscy są na miejscu. I piszą. I się dziwnie martwią.
Wiecie, czym to dla mnie jest? Towar deficytowy. Walczą o informacje jak o kawał mięcha, a później rozpowiedzą to, jako że niby powiedziałam to tylko im w zaufaniu.
Ludzie. Jest kilka osób, które chcę informować o moim stanie. Wiem, że na tych ludziach mogę polegać. Wiem, że nie zostawią mnie w potrzebie. Wiem, że nie ważne, czy mam im cokolwiek do zaoferowania w zamian, oni i tak są moimi przyjaciółmi.
Reszta to tylko sępy rozszarpujące człowieka do kości. Nigdy nie uwierzę w ich nagłe nawrócenie w relacjach. Nie, bo wiem, że istota ludzka to cwana bestia. Umie przystosować się i wykorzystać sytuację. Jedni robią to pokracznie, inny umiejętnie jak diabli. Ja nie muszę ich tolerować. Pozostawiam ich więc w dalekiej sferze domysłów, chroniąc swoją prywatność jak tylko mogę. Nie potrzebuję od nich słów współczucia. Nie chcę pocieszeń, że wszystko będzie dobrze i jakoś się ułoży, bo tak naprawdę mój świat się z tego powodu nie skończył. Noga w gipsie i perspektywa cięższych niż zazwyczaj tygodni to nic, w porównaniu z wydarzeniami z mojego życia, które opisałam w którymś z poprzednich postów.
Tak więc: haters gonna hate, lovers gonna love.
Kocham ludzi, którzy są dla mnie zawsze. Odpisują, dzielą się swoimi kawałkami z życia. Nigdy nie opuszczają i walczą, chociażby dla przegranej sprawy, ale dlatego, że im na mnie zależy. Bo cenię w życiu poświęcenie i dobre intencje. Bezinteresowność, którą odruchowo odwdzięczam. Na swoje sposoby, ale celnie. Bo klucz do dobrej relacji to zaufanie i wzajemne zrozumienie. Szacunek i wzgląd na cudze dobro. Umiejętność wypośrodkowania potrzeb i dostrzeżenia drugiej osoby.
Po co ludzie, którzy na co dzień obsmarowują mnie błotem i gnębią, pytają, jak się czuję? Aż teraz poczułam woń zgniłego jajka. I siarki. Fani SPN wiedzą, co to oznacza?
Pozdrowienia z zaświatów!
Moja wolność kończy się tam,
gdzie zaczyna się wolność drugiego
człowieka.
Lovers gonna love :) Niezmiennie.
OdpowiedzUsuńTak to już czasem z tymi ludźmi bywa. Odezwą się, bo sobie przypomną albo poczują nagłą potrzebę.
Na szczęście są jeszcze tacy, którzy zawsze będą na Ciebie czekać. Zwłaszcza treningowy #DreamTeam, od którego przesyłam serdecznie pozdrowienia ^.^
Łączę się w bólu z moją skronią i dłonią :)
Całuję i ściskam,
Twoja Panna W Miętowym Swetrze :*