Dzisiaj miałam okazję doświadczyć pełnego dnia jako osoba z ograniczoną sprawnością ruchową. I powiem Wam, że jest beznadziejnie.
Siniak po wczorajszym zastrzyku powiększył się i zmienił barwę na żywy fiolet. Z kolei dzisiejszy szot był... Igła nie chciała się wbić, było za dużo powietrza w strzykawce i w ogóle było źle.
Bolą mnie mięśnie. Noga mrowi i jest mi w nią zimno. Nie mam się w co ubrać, bo gips nie przejdzie przez żadne spodnie. Włażenie po schodach i schodzenie z nich jest męczące i uwierające. A moja kąpiel w wannie? Chryste! Według powszechnie znanych praw fizyki, powinnam być już dawno martwa. Przyczyna zgonu? Skręcenie karku, uraz czaszki, rozległy i wielokrotny zawał serca. A tak na poważnie? Złamana noga. Uściślając - gips.
Zachowałam jednak pewną dozę humoru. Śmiałam się sama z siebie. Wyglądałam pokracznie. Paradoksalnie w momencie obniżonej sprawności ruchowej, ja zapragnęłam udać się na siłownię.
Czuję się ciężka i pokraczna. Ledwie umiem posługiwać się kulami, zakwasy dają w dupę. Dostaję motywacji do schudnięcia, kiedy nie mam na nią perspektywy na najbliższe dwa miesiące. Chyba jeszcze nie zdałam sobie sprawy, że kolejne tygodnie będą cholernie trudne.
Według zaleceń powinnam siedzieć w domu. Jednak moja uczelnia nie do końca daje mi taką możliwość. Mogę pokazać zwolnienie lekarskie, ale wykładowcy i tak każą wszystko odrabiać. Później nie pozbieram się w zaległościach, jednak każdorazowa wyprawa na uniwersytet... Cóż. Dzisiaj przejście po schodach jest dla mnie jak zdobywanie szczytu. Nie wiem, jak wyglądałby mój zwyczajny dotąd dzień.
Jestem na lekach. Zastrzyki, tabletki, przeciwbóle. Od wczoraj wciąż jestem senna i zmęczona. Nie wiem, jaka czeka mnie perspektywa. Wybaczcie długość wpisu. Chciałam podzielić się z Wami czymkolwiek, a wyczerpanie pozwala mi jedynie na to, co właśnie przeczytaliście.
Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz