-

-
Puste umysły robią najwięcej hałasu

wtorek, 11 października 2016

- 9 -

Dla fanów horrorów tekst pt. Samara przybyła byłby zatrważający. Dla zwykłych śmiertelników nie jest to nic specjalnego. Ale dla ludzi, którzy wiedzą, o kim mowa, cóż... Rzeknę: inna bajka.

Tak więc przybyła. W mniejszej lub większej chwale, ale siedziałyśmy w salonie i rozluźniałyśmy się. Początkowo między nami panowała cisza, ale w końcu rozwiązałyśmy języki i zaczęłyśmy normalną konwersację. Opowiadała mi o swoich wyjazdach, ja o moim czasowym niedołęstwie. Rzuciła kilka zabawnych uwag, ja odpowiedziałam jej błyskotliwie. Zjadłyśmy popcorn, trochę orzeszków, wypiłyśmy kawę, skonsumowałyśmy obiad i nudziłyśmy się przed telewizorem.

W chwilach milczenia zastanawiałam się, jak to jest, że jej życie jest tak bogate. Ciągłe wyjazdy, wyjścia ze znajomymi, uczelnia, która umożliwia jej podejmowanie zatrudnienia. Bezstresowe życie, spełniające się zamierzenia i brak poważniejszych obowiązków.

Może to leki powodują moje otumanienie i apatię, ale dzisiaj nie czuję się najlepiej. Bolą mnie mięśnie, co raczej unieruchamia mnie na piętrze w moim pokoju. Ramiona mi się trzęsą, kiedy wspieram się na kulach. Serce dziwnie mi łomoce, gdy dosłownie wespnę się po schodach. Głowa mi ćmi, tracę ostrość widzenia, gubię litery i dosłownie zmuszam się, żeby cokolwiek naskrobać.

Irytuje mnie, gdy sięgam pamięcią do początku dnia i nie widzę nic szczególnego. Bo co mam opisać? Wstawanie, łazienkę, zastrzyk, tabletki, śniadanie, snucie się bez celu? Chwile, kiedy mam wrażenie, że z osłabienia zlecę ze schodów? Momenty, kiedy nikt mi nie pomoże, chociaż ledwie sobie z czymś radzę? Bo z jednej strony chcę, żeby zauważyli moje trudności, ale równocześnie jedyne, co mam im do powiedzenia, to: odwalcie się ode mnie!

To jest raptem kilka dni, kiedy tacham się z tym pieprzonym gipsem na nodze. Przeraża mnie perspektywa nadchodzących tygodni. Gdzieś w głowie kołacze się myśl, że muszę jakoś to ogarnąć, temu podołać, ale nie mam pomysłu, jak. Pogoda oddziałuje na mnie w destrukcyjny sposób. Nie mogę uciec w jedzenie, bo roztyję się jeszcze bardziej. Telewizja mnie nuży, YouTube mnie usypia, gapienie się w okno jest niepokojące, pisać nie mogę, bo nie umiem się skupić, a spanie cały dzień sprawi, że noc stanie się nie do zniesienia.

Także siedzę teraz przed komputerem, klecę te bezsensowne zdania, czując jak słaby mam dzień i ryczę. W gardle mnie ściska i chciałabym się przytulić. Tak na całą noc. W ciszy, żeby ktoś pozwolił mi się wypłakać w swoje ramię. I to może być Magic Man albo po prostu Black, ale ważne, aby czyjeś ciepło było nośnikiem zapachu. Inaczej to nie zadziała. Niestety, nie jest to możliwe.
Tak więc siedzę i marzę, a marzenia wbijają się we mnie jak igła. Ta z pierwszego, nieudolnego zastrzyku, po której mam piękną śliwę na brzuchu.

Może pomoże mi książka? Pytanie, czy skupię się na tyle, aby cokolwiek z niej wynieść. Może pofantazjuję, czym dobiję się jeszcze bardziej? A może zabiję w myślach smoka i zatriumfuję jak rycerz... Ta. To też jest niepokojące. Tak więc...
Kwiatki mi schną. To jest takie absorbujące... Spróbuję nie utożsamić ich z samą sobą, ale chyba już to zrobiłam. Cóż. Cała ja.

Walka z bezsennością jest skazana
na porażkę, bo nikt nie zaśnie
w ferworze walki.

Jose Carlos Somoza "Dafne znikająca"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz