Ból obudził mnie o piątej nad ranem. Z zaciśniętymi zębami sięgnęłam po tabletkę i wodę, a sekundy dłużyły się jak godziny. Popiłam kapsułkę, kładąc się do łóżka, a w oczach miałam łzy. Złamanie piekło i pulsowało nieznośnie tępymi falami, nie pozwalając mi na rozluźnienie. Powoli, jakby pod górę, wspięłam się w stronę spokoju i zasnęłam.
Wstałam po ósmej. Zjadłam śniadanie i zapodałam sobie standardowy strzał w brzuch. Poruszając się po schodach o kulach, czułam pulsowanie mięśni w całym ciele. Chociaż kule sprawniej leżały w moich dłoniach, to sama ja osłabłam nieco. To może kwestia skutków ubocznych medykamentów, które przyjmuję. Nie wiem. Pewnie tak.
Przy obiedzie rozmawialiśmy z rodziną na różne tematy. Mniej lub bardziej przyjemne. Na całe szczęście nie poróżniliśmy się. Mama posprzątała ze stołu, a ja czułam się beznadziejnie niepotrzebna. Wytłumaczeniem jest moja kontuzja, ale to noga jest niesprawna, nie umysł. Ten przyjmuje kolejne myśli, które dołują mnie i pokazują nieudolność. Nie lubię być bezużyteczna. To takie frustrujące.
Po południu wpadły do mnie Panna Grzaniec wraz z Panną W Miętowym Swetrze. Obie wyściskały mnie i podarowały w prezencie moje ulubione smakołyki. Nie spodziewałam się tego, toteż omal nie rozkleiłam się. To jest takie dziwnie przyjemne, kiedy ktoś zna Cię tak dobrze. Zapamiętuje najmniejsze szczegóły, zapisuje je gdzieś w odmętach pamięci, a kiedy przychodzi czas - powraca do nich, wywołując uśmiech na Twoich ustach.
A może nie powinno być dziwne? Może powinno być normalne, ale ja odbieram to w przerysowany sposób? Na wiele pytań poszukuję odpowiedzi, a kiedy w końcu znajdę jakąś w miarę odpowiednią, to ta zmienia się jak chorągiew. Kiedyś frustrowałam się, bo mój logiczny pogląd na świat oczekiwał ułożonych folderów z informacjami w głowie, a te jak na złość mieszały się i wciąż to robią. Są dni, kiedy wściekam się z tego powodu, ale są też takie, kiedy to rozumiem. Bo wiem, że na każdym etapie życia odpowiedzi na dane pytanie będą się różnić.
Gdy próbuję usystematyzować wszystko i wysupłać te pytania, z morza pozostałych, na które odpowiedzi będę szukała zawsze, jest mi trudno. Na pewno życzyłabym sobie, aby umieć zauważać to, co mnie spotyka. Abym w porę zdefiniowała coś, czego nie chcę zgubić, nim będzie za późno. Przyjaźń, miłość, złość, gniew, wrogość, dwulicowość... Dopisujcie dalej sznurek emocji, a ja każdej przytaknę. Inaczej mówiąc - chciałabym umieć celebrować wszystko, co mnie spotyka.
Niepowodzenia złością. Smutek płaczem. Radość uśmiechem. Bo to wszystko, co nas dotyka, nie jest w gruncie rzeczy złe. To ma nas uczyć i tylko od nas samych zależy, czy wyniesiemy ze swoich doświadczeń ważną lekcję.
Życzyłabym sobie, aby moi przyjaciele nimi pozostali. Panna W Miętowym Swetrze, Panna Grzaniec, Panna Szybkie Nóżki, Samara. Każda z nich oferuje mi coś innego. Każda z nich umie pokazać mi życie z innej perspektywy. Każda z nich uczy mnie innej lekcji. Czasami wydaje mi się, że wcale tego nie robi, ale to są te dni, kiedy to ja nie chcę tego widzieć. To są chwile słabości, gdy cały świat jest dla mnie utrapieniem. Wtedy marzę o swojej samotni. Chata z trzech stron otoczona lasem, której weranda wychodzi na jezioro z górami w tle. Moja samotnia. Półki po sam sufit wypełnione książkami, kominek, żeliwna wanna i na tyle energii, abym mogła pisać. Szum drzew goniący wiatr w polu i słyszalny oddech gór. Mroźne tchnienie ośnieżonych szczytów, niesione przez lustrzana taflę jeziora.
Wierzę w tę utopię. Wierzę, bo ta wiara daje mi siłę, by pójść naprzód. Tu nie ma miejsca na logikę i prawdopodobieństwo. Tu panuje świadomość spełnienia tych marzeń. Tu mieszkam Ja, której wielu ludzi poszukuje. Siedzę w bujanym fotelu przy rozpalonym kominku. Na nogi mam narzucony pled, a dłonie grzeję kubkiem gorącej kawy. Delikatnie kołyszę się, wyglądając za okno. Wyczekuję. Nie mam wielu gości, bo zbyt wielu ludziom nie dałam się poznać. Ale Ci, którzy mnie znają, często wpadają w odwiedziny. I zawsze są to piękne spotkania.
W palcach wyobraźni
trzymam niedopałek marzeń.
Tadeusz Żuczkowski "Jazzus Band"
Zanim przeczytałam końcówkę, nasunęła mi się myśl. Też marzyłam i marzę dalej o samotni. Chciałam być sama, wszystko sobie poukładać i cieszyć się tym, że nie jestem od nikogo zależna. Jak pięknie nasze wizje by nie wyglądały, to działa tylko na krótką metę. Mówię z doświadczenia. Raz w życiu uciekłam i poczułam się boleśnie sama. To samo się tyczy chęci posłania wszystkich w diabły. Nawet gdyby milion osób dookoła ciebie cię wkurzało, liczy się ta jedna (może nawet kilka), która stoi za tobą i jest twoim wsparciem. Wiem, jak ciężko zdobyć przyjaźń i zaufanie, więc bardzo cenię, kiedy ktoś mnie tym obdarza.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że doszłaś do podobnego wniosku. Trzeba kogoś wpuścić czasem do naszej samotni. Choćby po to, by w domku nad jeziorem rozbrzmiały dwa głosy zamiast jednego. Ewentualnie ktoś może pościerać kurze ;) Ja zawsze chętnie bym wpadła w taki klimat.
Życzę dobrego zrastania kości po galaretce, coraz mniejszego bólu, stałej obsady wśród przyjaciół i wiary w to, że zasługujesz na te drobne wielkie gesty od Panien ;) :*
Dziękuję. Czekałam na Twój komentarz!
UsuńTwoja opinia i doświadczenie liczą się dla mnie w pewien specjalny sposób. Chociaż sama żyję w przeświadczeniu, że nie zasługuję na uczucia od innych.
Trzymaj się ciepło! <3
Właściwie podpisuję się pod tym rękami i nogami. Nie sądzę, żebym mogła coś jeszcze dodać. Jak wspomniałam dzisiaj - mogłybyście sobie rękę podać, jeśli chodzi o pewność siebie. Poznanie Was i przedstawienie Was sobie to były jedne z najlepszych decyzji w moim życiu :)
UsuńCzasem przydaje się chwila oddechu w takim odosobnieniu. Trzeba tylko uważać, żeby nie przesadzić. Możemy szukać spokoju i samotności, ale obyśmy w tym wszystkim nie zorientowały się po jakimś czasie, że zostawiliśmy resztę daleko w tyle, bez szans na powrót.
Panna W Miętowym Swetrze