Wczoraj na zajęciach usłyszałam, że to normalne mieć depresję po trzech miesiącach spędzony na nierobieniu niczego konkretnego. Co więcej, padł szablon, według którego dzisiaj miałabym mieć większego doła niż wczoraj, a jutro miałabym spędzić na wychodzeniu z ponurego nastroju. Cóż. Kochajmy gdybanie...
Poranek miałam spokojny. Wstałam, wykonałam poranną toaletę, weszłam do pokoju, ubrałam się, spakowałam się, zeszłam do kuchni, żeby zrobić sobie kawę... O, właśnie. Kawa (...aktualnie autorka parzy sobie popołudniową kawę...) Już jestem. Tak to jest, jak się spieszę i chcę zrobić wszystko naraz.
Wyszłam z domu o czasie, co zdarza mi się często, ale nie zawsze. Dzisiejszego dnia byłam jednak punktualnie. Chociaż za oknem szaro i ponuro, a deszcz wcale nie zachęcał, pójść na uczelnię musiałam. Takie kontrolowane, ale dobrowolne posłuszeństwo. Cóż, mój autobus spóźnił się trzy minuty, co mnie zdenerwowało, bo wsiadam dokładnie na pierwszym przystanku po pętli. Zwaliłam jednak winę na pogodę, która wywoływała w ludziach śnięcie i ruszyliśmy.
Korek pojawił się od przystanku numer dwa do przystanku numer trzy, czyli najpopularniejszym etapie trasy ludzi do spieszących się do pracy. Z kolejnym, już ośmiominutowym opóźnieniem, wjechaliśmy na drogę główną. Sprawdziłam portale społecznościowe, usunęłam reklamy z poczty, a następnie schowałam telefon do kieszeni. Podniosłam wzrok i natknęłam się spojrzeniem na mojego byłego. Tak, mam tę niewątpliwą przyjemność spotykać swoich ex. Cóż, tego jednak miło wspominałam. Dla potrzeb posta i uwzględniając politykę prywatności, nazwijmy go Kamyczek. Otóż, z Kamyczkiem rozeszłam się w słabych komitywach, ale mieliśmy czas na przeżycie tego przykrego rozstania. Nie nienawidziliśmy się, nie wyzywaliśmy, byliśmy nudną parą, która przeszła na stopę przyjacielską. Jak miałam się odsunąć, skoro związał się z moją przyjaciółką?
...Co? Że to chamskie? Nie, no. Przestańcie...
Kamyczek prezentował się jak zwykle elegancko. Co jakiś czas spoglądał na mnie ukradkiem, ale udawałam, że tego nie widzę. Tak w sekrecie to Wam powiem, że moja reakcja byłaby... Dziwna. Nie umiem zachowywać się podobnych sytuacjach, więc ich unikam. Wracając do meritum (tak, dygresje 2.0). Przez krótki moment sądziłam, że coś do mnie powie - wiecie, nachylił się, ale później wstał, więc dobrze, że nie reagowałam. Wysiadł przystanek przed swoim normalnym stopem. Wiem, bo wysiada tam gdzie ja. Później dowiedziałam się, dlaczego tak postąpił.
Na moim przystanku okazało się, że ŻADEN tramwaj nie pojedzie, bo doszło do kolizji mojej z autokarem. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w tablicę, łudząc się, że zmieni się treść komunikatu. Niestety, dowiedziałam się tylko, że jeżdżą autobusy zastępcze z napisem ZA TRAMWAJ. Ekstra. Wsiadłam więc do autobusu linii, która miała zawieść mnie na przystanek oddalony od uczelni dziesięciominutowym spacerkiem. Mała szkoda, jeśli miałam pod ręką parasol i dobre buty. No, ale ten JEDYNY autobus utknął w korku na trasie jednego przystanka. Z rosnącą migreną obserwowałam, jak w żółwim tempie poruszamy się po pasie, zmierzając do świateł. Na szczęście, kierowca był na tyle kumaty, żeby wypuścić nas wcześniej, niż na aktualnym przystanku. Gdy doszłam do wiaty tramwajowej, doczytałam na tablicy, że ruch szynowy został... Tak! WZNOWIONY! Do przyjazdu 13 miałam cztery minuty, więc uspokojona czekałam.
Na jakieś 60 sekund przed przyjazdem tramwaju podjechał jeden z ostatnich autobusów zastępczych i wypuścił dzicz. Nie wiem, kojarzycie może, jakie jest natężenie ludzkich jednostek na metr kwadratowy przestrzeni sklepowej w dzień przed Wigilią? No, to dzisiaj było gorzej. Wszyscy naszli akurat na mój środek transportu i do wagonu wsiadałam, nie dotykając podłoża.
W środku nie było lepiej. Stałam, ledwie trzymając się uchwytu, a za mną na łyżeczkę stał chłopak, nie mniej skrępowany sytuacją ode mnie. Co ruszaliśmy, to ja leciałam na niego, a co hamowaliśmy... Cóż, macie wyobraźnię.
Normalnie jestem osobą tolerancyjną. Okej, ktoś pierwszy zajął miejsce, ma szczęście. Ave on. Ktoś jest chory i sam ledwie żyje? Współczuję, niech siedzi sobie, ja wytrzymam. Ale dzisiaj? Dzisiaj było apogeum. Jedna laska, której różowy kolor na paznokciach z powodzeniem przyćmiłby neon, irytowała mnie do granic. Jej chude, kościste dupsko zajęło miejsce, a wytapetowana twarz paplała o jakichś kolorach. Przed nią kobieta tak chyrlała, jakby miała gruźlicę. Oblizywała palce i przewracała kartki książki, która musiała mieć milion lat. Dziwiłam się, że rogi stron nie zostawały jej na opuszkach...
To była tylko dwójka z całej masy innych, ludzi, na których nie miałam siły marnować energii. Gdy kilka przystanków przed moim docelowym, wagon nieco opustoszał, dostrzegłam dziewczynę. Miała białe słuchawki i szary szalik. Ładnie wypielęgnowane paznokcie i zwyczajną, ale naturalną twarz. Nie wiedziała, że ją obserwuję. Obróciła się przodem do kierunku jazdy i chuchnęła na szybę oddzielającą wejście od pasażera. Na zaparowanej powierzchni palcem narysowała kształt, który po sekundzie namysłu zmieniła w serduszko. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, a następnie szybko zmazała swój rysunek. Tak, jak zniknął malunek, tak również zmazał się uśmiech. Może była zakochana i pomyślała o ukochanym? Może była stęskniona i pomyślała o swojej miłości? Może weszła we wspomnienie, które jest dla niej bardzo cenne? A może, tak jak tylko ja potrafię, pomyślała, że wyrywa to śliczne serduszko z czyjejś klatki piersiowej? Potrząsnęłam głową, urywając swoje rozmarzenie i wcisnęłam stop. Wysiadłam na przystanku i ruszyłam na uczelnię.
Dzień mijał spokojnie i nudno. Kilka nie zobowiązujących rozmów, krótkich wymian poglądów i miłe spotkanie. Słodka niespodzianka i kolejna przyjazna dusza.
Jedna rozmowa, która kolejny raz pokazała mi, że życie jest zawodowym bokserem. Wiem, że to czytasz. Tak, Ty, moja droga. I mówię to do Ciebie, Panno W Miętowym Swetrze - poznał nową dziewczynę. Jest między nimi... Czekaj, jak On to napisał? Ach, już wiem. Chemia.
Ostatnie zajęcia zamieniły się w fascynującą opowieść o kobiecie, która miała normalne życie, do czasu rozpoznania u niej schizofrenii. Jedno z jej wspomnień opowiadało, jak pewnego razu obudziła się w nocy, leżąc w swoim łóżku na oddziale dziennym szpitala psychiatrycznego, a zaraz nad jej twarzą stał obłąkany mężczyzna. Usłyszałam szum pomruków i przerażenie na twarzach pozostałych z mojej grupy, a ja... Poczułam fascynację. Owszem, samo wyobrażenie zacisnęło się obręczą strachu na moim żołądku, ale nie sprawiło, że chciałabym uciec. Wywołało to u mnie EKSCYTACJĘ.
Powiecie, że jestem pomylona. Odpowiem: JAK DIABLI.
Mrukniecie, że nie wiem, co gadam. Powiem: MYLICIE SIĘ.
Zawołacie, że pozjadałam wszystkie rozumy. Rzucę: MACIE RACJĘ.
Jestem człowiekiem, który uwielbia skrajne emocje. Szybko się nudzę, praktycznie wszystko mi powszednieje. Lubię adrenalinę, czuć, że żyję. Gdy ktoś mówi, że się czegoś boi, to ja w to wchodzę, chcąc poczuć to, co on. Jest niewiele rzeczy, które naprawdę mnie przerażają. Wolę zmierzyć się ze strachem, niż żyć w nim, generalnie nie mając pojęcia, czego się w ogóle boję. Wiem, że niektórzy ludzie czują pociąg do tego, od czego najchętniej chcieliby uciec.
Zaraz, to dalej mówimy o strachu? Bo mnie to brzmi jak pogadanka o miłości.
Cóż, to jest piękne w słowach - możemy zestawiać je i interpretować na nieskończoność sposobów. Co najmniej na tyle, ilu jest na ziemi ludzi! Wynik nie zawsze nam się spodoba, ale tezy weryfikuje się także negatywnie.
Zatem życzę Wam, abyście rozglądali się wokół siebie. Bo warto dostrzec taką dziewczynę, która rysuje serce na szybie.
Takie dni są najgorsze. Bo gdyby tylko wymazać kilka czynników albo wprowadzić nowe zmienne, mogłoby być całkiem nieźle. Nawet kiedy ktoś przez ponad dwie godziny gada ciągle o realizacji założonych celów i dostosowania się do norm w socjoterapii :)
OdpowiedzUsuńFaceci to faceci. Jeden sprawi, że się uśmiechniesz, a drugi pięć minut później zniszczy ten dobry humor.
Jeśli jutro nie zaświeci słońce, to nawet Bruno Banani nie polepszy sprawy. Ani inny Hugo Boss.
Panna W Miętowym Swetrze
Wiem.
UsuńObawiam się, że słońce nie wyjdzie w najbliższych dniach. Prognozy pogody są nienajlepsze, biometr niekorzystny.
Pozdrawiam!